Znacie ten moment, w którym tak daleko zabrnęliście w odkładaniu czegoś „na później”, że dokończenie było już po prostu niemożliwe? Ten właśnie moment zdiagnozowała radośnie Lidka u mnie jakieś kilka miesięcy temu, gdy mówiłam, że wciąż nie napisałam recenzji „Biblioteczki Montessori” wydanej przez Egmont, a pomoce z niej trafiły do naszego przedszkola w dzień zamknięcia przed przerwą. Niestety nie tą świąteczną.

Przeszłam już przez przeglądanie, zbieranie zdjęć, zastanawianie się, co napisać, a czego nie pisać, poczucie wstydu związane z niedotrzymaniem terminu (bagatelka, pół roku), myślałam, że kluczowe będzie przyniesienie pracy do domu, bo w przedszkolu zawsze jest co posprzątać, ale to było tak na początku grudnia. I bez efektów. Aż nadszedł TEN dzień. Uznałam, że nie musi być idealnie, napiszę TERAZ i tak – Pumbal śpi, a ja piszę.  Tak naprawdę wiedziałam od początku, że żadna ze mnie będzie blogerka, po co było się łudzić…

Dostałyśmy do przetestowania cztery rzeczy: zestawy kart trójstopniowych Przyroda i Świat oraz komplety zadań Czas (choć w tym zestawie jest trochę „teorii”) i ćwiczenia.