Jest piękne piątkowe popołudnie i w trakcie mycia przedszkolnej podłogi miałam istny strumień świadomości. Zaczynał się od myśli, że jak na ten właśnie piątkowy wieczór, to wyjątkowo nieciekawe zajęcie, potem się trochę pozłościłam, że muszę sama to robić, potem pomyślałam, że moment, w którym będę miała osobną osobę do sprzątania 130 metrów, to nie będzie ten moment, na który czekam, potem przemyślałam jak zmienić ustawienie półek – żeby bez kupowania nowych zyskać trochę przestrzeni, jak to dobrze, że jestem na kolanach na tej podłodze, bo znalazłam trochę zgubionych rzeczy (małej Azji nadal nie ma), jaki to był udany dzień, właściwie cały tydzień nie należał do najgorszych (chociaż brakowało nam wielu osób), miesiąc zasadniczo też nie jest zły, a nawet ostatni rok. I tak doszłam do tego, że po umyciu łazienki napiszę post na bloga. Nawet, jeśli miałby być tak nieidealny (i przez to nieciekawy), że przeczyta go jedna osoba – moja mama. Mamo, dzięki.

Takie podsumowania na blogach wszelakich mają różny charakter. Ja niestety nie mogę podsumować wpisów, bo ich nie ma. Także w prostej linii dojdę do tego, co się przez ostatnie pół roku nie udało. Oczywiście nie róbcie tego w domu, należy myśleć wyłącznie pozytywnie i do przodu, ahoj, przygodo, wszyscy możemy polecieć w kosmos jak tylko w to uwierzymy.

  • Nie udało się prowadzenie bloga. Chociaż w dniach remontu to było moje najulubieńsze zajęcie – pisanie, to wraz z pierwszym przedszkolakiem przekraczającym nierówny próg bez wylewki, pisać zdarza mi się głównie w dzienniku, a i to niezwy